wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 3.

Szkoła. Jeżeli ten budynek mogę nazwać szkołą. Wyglądało to jak kompleks luksusowych domków letniskowych, a nie jak uczelnia. Pewnie zastanawiacie się dlaczego chodzę do prywatnej szkoły. Otóż moja babcia wcześniej opłaciła trzy lata nauki w tym miejscu. Oczywiście nie narzekam. 
-Aaała! Mogłabyś uważać jak łazisz?! - ten krzyk oraz zderzenie z czymś twardym wyrwało mnie z zamyślań. Okazało się, że "coś twardego" to klatka piersiowa jakiegoś mega przystojnego chłopaka. Był wysoki, na oko metr dziewięćdziesiąt, miał ciemnoblond włosy i duże zielone oczy otoczone masą długich, jasnych rzęs. Wyglądał po prostu cudownie. Chociaż nie. Cudownie wydaje się w tym momencie zbyt banalnym słowem, by opisać jego wygląd.
*klik*klik*klik*
-Żyjesz nowa?- nowa, czyli wszyscy się tu znają. Super.
-Tak jasne, zamyśliłam się, przepraszam. Wypadły ci przeze mnie książki, ja..przepraszam.
-Dobra przestań przepraszać, to tylko książki. Jestem Alex.
-Rosalie, ale przyjaciele mówią na mnie R.- powiedziałam z wyćwiczonym uśmiechem i podałam mu dłoń. Miał zimne ręce, ale jednocześnie takie delikatne. Aż ciarki przechodzą.
-Aleeex.-gdy tylko usłyszałam ten głos wiedziałam co się za tym kryje. Wytapetowana laleczka barbie z fałszywym uśmiechem na twarzy przyklejająca się do chłopaka moich marzeń. Czy los sobie ze mnie żartuje? 
-Cześć Amando. To jest Rosalie. Nowa.- nowa Rosalie, czyli nawet nie Rose, a to oznacza, że nie mam na co liczyć. A zapowiadało się tak fajnie. Ale nie chcąc robić sobie wrogów pierwszego dnia, uśmiechnęłam się do Amandy. 
-Alex, czy mógłbyś pokazać mi drogę do sekretariatu? Muszę odebrać swój plan.- zapytałam z zupełnie niewinnym uśmieszkiem, a on oczywiście się zgodził, bo nie odmówi nowej w potrzebie. Po przejściu dziesięciu metrów zauważyłam, że jestem jedyną dziewczyną z czarnymi długimi włosami. Wszystkie dziewczyny miały blond włosy do ramion. Idealnie do ramion i ani centymetra dłużej. Czy wszystkie dziewczyny muszą tutaj wyglądać jak barbie? Cudowne, słodziutkie ciuszki i tylko jedna dziurka w uchu. To straszne. Nikt w tej szkole się nie wyróżnia. Oprócz mnie oczywiście, co nie jest zbyt komfortowe. Właściwie wyglądam jak czarna wdowa. Ubranie w ciemnych tonach a do tego pięć kolczyków w uchu! Moja torba na ramieniu z ćwiekami i glany zdecydowanie przyciągały uwagę uczniów oraz nauczycieli. Alex zaprowadził mnie do sekretariatu i oświadczył, że poczeka przed drzwiami. Weszłam do środka i uśmiechnęłam się na widok starszej pani siedzącej za biurkiem.
- Dzień dobry.
- Rosalie Annie Cameron? - zapytała z ciepłym uśmiechem.
- Tak, miałam się zgłosić po plan dzisiaj.
- Proszę, pierwszą lekcję masz z panem Grantem w sali 321. Zgłoś się z podpisami nauczycieli po zajęciach. Miłego dnia.
- Dziękuję, wzajemnie. - odpowiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Pod drzwiami zgodnie z obietnicą czekał na mnie Alex. 
- Odprowadzić cię pod salę R? 
- Tak, dziękuję. Mam w 321 z panem Grantem, jaki on jest? - R? Czyli jednak nie jest tak źle jak myślałam.
- O, super! Ja też mam trygonometrię teraz.-powiedział z przesadnym entuzjazmem, po czym się zarumienił. Dalszą drogę odbyliśmy w ciszy. Kurcze, to naprawdę fajny chłopak. Szkoda, że na dziewczynę. Po jakiś trzech minutach stanęliśmy pod salą. I właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek zwiastujący koniec przerwy. 

R.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 2.

Mam 16 lat, więc policja potraktowała mnie jak osobę dorosłą i pozwolili mi zamieszkać samej, jednakże pod nadzorem sąsiadki, która szczerze mówiąc jest świetną osobą. Niestety od jutra zaczynam chodzić do nowej szkoły.Nowa szkoła to nowe problemy. Chociaż właściwie dobrze jest móc zacząć jeszcze raz od nowa. Nie będę się tym teraz martwić, bo dziś czeka mnie dzień pełen odpoczynku.

R.

sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział 1.

Mam na imię Rozalia. Żyję w Stanach Zjednoczonych, więc używam formy Rosalie. Ale znajomi mówią do mnie Rose, lub po prostu R. Aktualnie mieszkam u babci, bo moi rodzice zginęli w wypadku, a jest jedyną osobą z rodziny, którą znam. Tyle słowem wstępu. Dzisiejszy dzień zaczął się zwyczajnie.Wstałam rano, uszykowałam się i wyszłam na przystanek. Autobus zawiózł mnie do "centrum" naszego miasteczka, jak codziennie. Już wyjaśniam. W centrum znajduje się plaża. Jeżdżę tam pobiegać rankiem, uwielbiam tą odświeżającą bryzę znad oceanu i piasek pod stopami. W bieganiu lubię ten moment, gdy nie mogę oddychać i mam wrażenie, że nie zrobię żadnego kroku, ale zaraz po tym następuje cudowne ożywienie, przełamanie barier, i mam wrażenie, że mogę wszystko. Wracając do moich przygód. Wróciłam do domu i mojej babci już nie było. To było bardzo dziwne, bo jest uroczą starszą kobietą i nigdzie nie wychodzi. Wyruszyłam natychmiast do sklepu za rogiem, bo tylko tam mogła się znaleźć. Ale tam też jej nie znalazłam. Babcia nie miała telefonu, więc nie miałam nawet jak zadzwonić. Postanowiłam wrócić do domu i poczekać. Zasnęłam około 22, a babci wciąż nie było. Rano zamiast pobiec na plażę, zadzwoniłam na policję i rozpoczęli poszukiwania, niestety bezskuteczne. Tym sposobem zostałam sama na świecie, bez żadnego planu na przyszłość..

R.