Szkoła. Jeżeli ten budynek mogę nazwać szkołą. Wyglądało to jak kompleks luksusowych domków letniskowych, a nie jak uczelnia. Pewnie zastanawiacie się dlaczego chodzę do prywatnej szkoły. Otóż moja babcia wcześniej opłaciła trzy lata nauki w tym miejscu. Oczywiście nie narzekam.
-Aaała! Mogłabyś uważać jak łazisz?! - ten krzyk oraz zderzenie z czymś twardym wyrwało mnie z zamyślań. Okazało się, że "coś twardego" to klatka piersiowa jakiegoś mega przystojnego chłopaka. Był wysoki, na oko metr dziewięćdziesiąt, miał ciemnoblond włosy i duże zielone oczy otoczone masą długich, jasnych rzęs. Wyglądał po prostu cudownie. Chociaż nie. Cudownie wydaje się w tym momencie zbyt banalnym słowem, by opisać jego wygląd.
*klik*klik*klik*
-Żyjesz nowa?- nowa, czyli wszyscy się tu znają. Super.
-Tak jasne, zamyśliłam się, przepraszam. Wypadły ci przeze mnie książki, ja..przepraszam.
-Dobra przestań przepraszać, to tylko książki. Jestem Alex.
-Rosalie, ale przyjaciele mówią na mnie R.- powiedziałam z wyćwiczonym uśmiechem i podałam mu dłoń. Miał zimne ręce, ale jednocześnie takie delikatne. Aż ciarki przechodzą.
-Aleeex.-gdy tylko usłyszałam ten głos wiedziałam co się za tym kryje. Wytapetowana laleczka barbie z fałszywym uśmiechem na twarzy przyklejająca się do chłopaka moich marzeń. Czy los sobie ze mnie żartuje?
-Cześć Amando. To jest Rosalie. Nowa.- nowa Rosalie, czyli nawet nie Rose, a to oznacza, że nie mam na co liczyć. A zapowiadało się tak fajnie. Ale nie chcąc robić sobie wrogów pierwszego dnia, uśmiechnęłam się do Amandy.
-Alex, czy mógłbyś pokazać mi drogę do sekretariatu? Muszę odebrać swój plan.- zapytałam z zupełnie niewinnym uśmieszkiem, a on oczywiście się zgodził, bo nie odmówi nowej w potrzebie. Po przejściu dziesięciu metrów zauważyłam, że jestem jedyną dziewczyną z czarnymi długimi włosami. Wszystkie dziewczyny miały blond włosy do ramion. Idealnie do ramion i ani centymetra dłużej. Czy wszystkie dziewczyny muszą tutaj wyglądać jak barbie? Cudowne, słodziutkie ciuszki i tylko jedna dziurka w uchu. To straszne. Nikt w tej szkole się nie wyróżnia. Oprócz mnie oczywiście, co nie jest zbyt komfortowe. Właściwie wyglądam jak czarna wdowa. Ubranie w ciemnych tonach a do tego pięć kolczyków w uchu! Moja torba na ramieniu z ćwiekami i glany zdecydowanie przyciągały uwagę uczniów oraz nauczycieli. Alex zaprowadził mnie do sekretariatu i oświadczył, że poczeka przed drzwiami. Weszłam do środka i uśmiechnęłam się na widok starszej pani siedzącej za biurkiem.
- Dzień dobry.
- Rosalie Annie Cameron? - zapytała z ciepłym uśmiechem.
- Tak, miałam się zgłosić po plan dzisiaj.
- Proszę, pierwszą lekcję masz z panem Grantem w sali 321. Zgłoś się z podpisami nauczycieli po zajęciach. Miłego dnia.
- Dziękuję, wzajemnie. - odpowiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Pod drzwiami zgodnie z obietnicą czekał na mnie Alex.
- Odprowadzić cię pod salę R?
- Tak, dziękuję. Mam w 321 z panem Grantem, jaki on jest? - R? Czyli jednak nie jest tak źle jak myślałam.
- O, super! Ja też mam trygonometrię teraz.-powiedział z przesadnym entuzjazmem, po czym się zarumienił. Dalszą drogę odbyliśmy w ciszy. Kurcze, to naprawdę fajny chłopak. Szkoda, że na dziewczynę. Po jakiś trzech minutach stanęliśmy pod salą. I właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek zwiastujący koniec przerwy.
R.