Nie wiedząc czego się spodziewać weszłam do sali. Przedstawiłam się nauczycielowi, który wyglądał bardzo przyjaźnie. Kazał mi usiąść gdziekolwiek, więc zajęłam miejsce w ostatniej ławce pod oknem. Widok stąd był przepiękny, więc będę miała zajęcie na nudnych lekcjach. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do sali wpadł ciemnowłosy chłopak. Wyglądał inaczej. Miał czarną bluzę z kapturem nałożonym na głowę, ciemne spodnie i białe nike air force. Spodobał mi się, ale szybko zmieniłam zdanie, gdy tylko podszedł do mojej ławki.
- Rusz swój tłusty tyłek, zajęłaś moje miejsce- krzyknął ze złością mrużąc oczy. Cała klasa natychmiast przeniosła swój wzrok na mnie, przez co oblałam się rumieńcem, ale na pewno nie pozwolę sobą pomiatać.
- Mam gdzieś czyje to miejsce, może być nawet samego prezydenta, a ja się nie przesiądę. Kto pierwszy ten lepszy. Przykro mi.- powiedziałam, po czym nonszalancko wlepiłam wzrok w okno. W sali zapadła cisza. Po jakimś czasie chłopak usiadł na krześle obok z zszokowanym wyrazem twarzy. Wnioskując po jego mimice pierwszy raz ktoś się mu sprzeciwił. Z uczuciem satysfakcji dotrwałam do końca lekcji. Wraz z dzwonkiem zerwałam się z miejsca i ruszyłam w stronę drzwi. Nagle poczułam jak ktoś ciągnie mnie za rękę. Odwróciłam się i ujrzałam Alexa.
- Wszystko w porządku R? Justin nieźle na ciebie naskoczył. Ale nie przejmuj się, jest zwykłym gburem. A tak poza tym to nieźle mu dogadałaś.-powiedział z szelmowskim uśmiechem.
- Nic się nie stało, po prostu byłam trochę zaskoczona i nie myślałam racjonalnie, ale cieszę się, że to zrobiłam.- oznajmiłam lekko chichocząc. Udaliśmy się na stołówkę, ponieważ nastąpiła pora lunchu. Pomieszczenie robiło wrażenie. Ściany były beżowe z kawowymi paskami, stoliki wyglądały jak w eleganckiej restauracji, a przy drzwiach stał gigantyczny szwedzki stół. Byłam zachwycona, szczególnie, że dzisiaj daniem głównym było spaghetti. Nałożyłam na talerz długi makaron, polałam sosem i nasypałam na to dużą ilość sera. Ostrożnie wycofałam się do tyłu, lecz mimo to wpadłam na kogoś. Jak się okazało trafiłam na złą osobę- Amandę. Strasznie się wściekła, a zawartość jej talerza wylądowała na moich włosach i ubraniu. Na minutę stołówka zamarła, zaczęły się pojedyncze śmiechy, a po chwili cała szkoła się ze mnie śmiała. Z moich oczu mimowolnie zaczęły wypływać łzy. To była najbardziej upokarzająca rzecz w całym moim życiu. I to na dodatek w nowej szkole! Po prostu świetnie. Wybiegłam z pomieszczenia i zaczęłam szukać łazienki. Na szczęście korytarze były puste. Zobaczyłam znaczek WC na drzwiach i ogromnie się ucieszyłam. Otworzyłam drzwi i ostrożnie weszłam do środka. Poczułam się jakbym była w bajce. Wszystko w łazience było śnieżnobiałe, lustra na ścianach w złotych ramach wyglądały po królewsku i wszystko było takie sterylne.
-Brakuje tu tylko jakiejś osoby do podawania ręczników- mruknęłam do siebie, po czym zachichotałam lekko na tą myśl.
-Prawda? Też uważam, że to straszna niedogodność- po moim ciele przeszły ciarki, gdy usłyszałam aksamitny głos dziewczyny. Po chwili zobaczyłam niewysoką jasnowłosą osóbkę o dużych niebieskich oczach. Była chyba jedyną osobą w tej szkole bez masy makijażu na twarzy i w naturalnym odcieniu włosów. To była miła odmiana.
-Oczywiście to był żart, uważam, że to byłaby lekka przesada. A tak w ogóle to jestem Jessie- powiedziała szybko wyciągając rękę w moim kierunku.
-Rosalie. Miło cię poznać, szczególnie po tej katastrofie na stołówce- podałam jej rękę z delikatnym uśmiechem.
-Oh. To ty jesteś tą nową, która podrywa chłopaka Amandy?- zapytała z błyskiem w oku. Uznałam to za żart, więc w odpowiedzi zaśmiałam się lekko.
-A właściwie to masz zamiar tak chodzić do końca dnia z sosem na głowie?
-Nie, ale nie wzięłam żadnych rzeczy na przebranie, bo to była dość nieprzewidywalna sytuacja- odpowiedziałam. Jessie oznajmiła, że zaraz wróci i wyszła z pomieszczenia. Zastanawiałam się po co poszła, ale to nie miało w tym momencie znaczenia, bo właśnie podeszłam do lustra i zobaczyłam swoje odbicie. Z moich włosów ściekała pomarańczowa ciecz, plamiąc moją ukochaną bluzkę. Idealnie namalowane kreski przed wyjściem z domu teraz sprawiały, że uzyskałam oblicze zbliżone do szopa pracza. Po prostu katastrofa. Moje rozmyślania przerwał tupot stóp w pomieszczeniu. Odwróciłam się do Jessie i spostrzegłam dużą torbę na jej ramieniu.
-Moje rzeczy pewnie nie bardzo się tobie spodobają, ale dzisiaj jakoś przeżyjesz- powiedziała z szerokim uśmiechem, wyciągając jednocześnie z torby delikatną białą sukienkę na grubych ramiączkach oraz marynarkę w kolorze pudrowego różu. Wzięła ze sobą także truskawkowy szampon i odżywkę o tym samym zapachu. Po umyciu moich włosów, poszłam się przebrać. Sukienka była krótka, sięgała mi ledwie do połowy uda. Nałożyłam na nogi wysokie białe koturny od Jessie i wyszłam z toalety. Spojrzałam w lustro i uśmiechnęłam się. Moje włosy układały się w delikatne kaskady fal na plecach, a po zmyciu makijażu i pomalowaniu rzęs moje czarne oczy były bardzo wyraziste. Spojrzałam na koleżankę, a ona stała z otwartymi ustami. Ten widok rozśmieszył mnie tak bardzo, że prawie położyłam się na podłodze.
-Przestań się wreszcie śmiać! Po prostu wyglądasz niesamowicie- powiedziała, udając obrażoną. Jeszcze raz uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam z łazienki..
~R.
środa, 29 maja 2013
wtorek, 22 stycznia 2013
Rozdział 3.
Szkoła. Jeżeli ten budynek mogę nazwać szkołą. Wyglądało to jak kompleks luksusowych domków letniskowych, a nie jak uczelnia. Pewnie zastanawiacie się dlaczego chodzę do prywatnej szkoły. Otóż moja babcia wcześniej opłaciła trzy lata nauki w tym miejscu. Oczywiście nie narzekam.
-Aaała! Mogłabyś uważać jak łazisz?! - ten krzyk oraz zderzenie z czymś twardym wyrwało mnie z zamyślań. Okazało się, że "coś twardego" to klatka piersiowa jakiegoś mega przystojnego chłopaka. Był wysoki, na oko metr dziewięćdziesiąt, miał ciemnoblond włosy i duże zielone oczy otoczone masą długich, jasnych rzęs. Wyglądał po prostu cudownie. Chociaż nie. Cudownie wydaje się w tym momencie zbyt banalnym słowem, by opisać jego wygląd.
*klik*klik*klik*
-Żyjesz nowa?- nowa, czyli wszyscy się tu znają. Super.
-Tak jasne, zamyśliłam się, przepraszam. Wypadły ci przeze mnie książki, ja..przepraszam.
-Dobra przestań przepraszać, to tylko książki. Jestem Alex.
-Rosalie, ale przyjaciele mówią na mnie R.- powiedziałam z wyćwiczonym uśmiechem i podałam mu dłoń. Miał zimne ręce, ale jednocześnie takie delikatne. Aż ciarki przechodzą.
-Aleeex.-gdy tylko usłyszałam ten głos wiedziałam co się za tym kryje. Wytapetowana laleczka barbie z fałszywym uśmiechem na twarzy przyklejająca się do chłopaka moich marzeń. Czy los sobie ze mnie żartuje?
-Cześć Amando. To jest Rosalie. Nowa.- nowa Rosalie, czyli nawet nie Rose, a to oznacza, że nie mam na co liczyć. A zapowiadało się tak fajnie. Ale nie chcąc robić sobie wrogów pierwszego dnia, uśmiechnęłam się do Amandy.
-Alex, czy mógłbyś pokazać mi drogę do sekretariatu? Muszę odebrać swój plan.- zapytałam z zupełnie niewinnym uśmieszkiem, a on oczywiście się zgodził, bo nie odmówi nowej w potrzebie. Po przejściu dziesięciu metrów zauważyłam, że jestem jedyną dziewczyną z czarnymi długimi włosami. Wszystkie dziewczyny miały blond włosy do ramion. Idealnie do ramion i ani centymetra dłużej. Czy wszystkie dziewczyny muszą tutaj wyglądać jak barbie? Cudowne, słodziutkie ciuszki i tylko jedna dziurka w uchu. To straszne. Nikt w tej szkole się nie wyróżnia. Oprócz mnie oczywiście, co nie jest zbyt komfortowe. Właściwie wyglądam jak czarna wdowa. Ubranie w ciemnych tonach a do tego pięć kolczyków w uchu! Moja torba na ramieniu z ćwiekami i glany zdecydowanie przyciągały uwagę uczniów oraz nauczycieli. Alex zaprowadził mnie do sekretariatu i oświadczył, że poczeka przed drzwiami. Weszłam do środka i uśmiechnęłam się na widok starszej pani siedzącej za biurkiem.
- Dzień dobry.
- Rosalie Annie Cameron? - zapytała z ciepłym uśmiechem.
- Tak, miałam się zgłosić po plan dzisiaj.
- Proszę, pierwszą lekcję masz z panem Grantem w sali 321. Zgłoś się z podpisami nauczycieli po zajęciach. Miłego dnia.
- Dziękuję, wzajemnie. - odpowiedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Pod drzwiami zgodnie z obietnicą czekał na mnie Alex.
- Odprowadzić cię pod salę R?
- Tak, dziękuję. Mam w 321 z panem Grantem, jaki on jest? - R? Czyli jednak nie jest tak źle jak myślałam.
- O, super! Ja też mam trygonometrię teraz.-powiedział z przesadnym entuzjazmem, po czym się zarumienił. Dalszą drogę odbyliśmy w ciszy. Kurcze, to naprawdę fajny chłopak. Szkoda, że na dziewczynę. Po jakiś trzech minutach stanęliśmy pod salą. I właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek zwiastujący koniec przerwy.
R.
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Rozdział 2.
Mam 16 lat, więc policja potraktowała mnie jak osobę dorosłą i pozwolili mi zamieszkać samej, jednakże pod nadzorem sąsiadki, która szczerze mówiąc jest świetną osobą. Niestety od jutra zaczynam chodzić do nowej szkoły.Nowa szkoła to nowe problemy. Chociaż właściwie dobrze jest móc zacząć jeszcze raz od nowa. Nie będę się tym teraz martwić, bo dziś czeka mnie dzień pełen odpoczynku.
R.
R.
sobota, 19 stycznia 2013
Rozdział 1.
Mam na imię Rozalia. Żyję w Stanach Zjednoczonych, więc używam formy Rosalie. Ale znajomi mówią do mnie Rose, lub po prostu R. Aktualnie mieszkam u babci, bo moi rodzice zginęli w wypadku, a jest jedyną osobą z rodziny, którą znam. Tyle słowem wstępu. Dzisiejszy dzień zaczął się zwyczajnie.Wstałam rano, uszykowałam się i wyszłam na przystanek. Autobus zawiózł mnie do "centrum" naszego miasteczka, jak codziennie. Już wyjaśniam. W centrum znajduje się plaża. Jeżdżę tam pobiegać rankiem, uwielbiam tą odświeżającą bryzę znad oceanu i piasek pod stopami. W bieganiu lubię ten moment, gdy nie mogę oddychać i mam wrażenie, że nie zrobię żadnego kroku, ale zaraz po tym następuje cudowne ożywienie, przełamanie barier, i mam wrażenie, że mogę wszystko. Wracając do moich przygód. Wróciłam do domu i mojej babci już nie było. To było bardzo dziwne, bo jest uroczą starszą kobietą i nigdzie nie wychodzi. Wyruszyłam natychmiast do sklepu za rogiem, bo tylko tam mogła się znaleźć. Ale tam też jej nie znalazłam. Babcia nie miała telefonu, więc nie miałam nawet jak zadzwonić. Postanowiłam wrócić do domu i poczekać. Zasnęłam około 22, a babci wciąż nie było. Rano zamiast pobiec na plażę, zadzwoniłam na policję i rozpoczęli poszukiwania, niestety bezskuteczne. Tym sposobem zostałam sama na świecie, bez żadnego planu na przyszłość..
R.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)