środa, 29 maja 2013

Rozdział 4.

 Nie wiedząc czego się spodziewać weszłam do sali. Przedstawiłam się nauczycielowi, który wyglądał bardzo przyjaźnie. Kazał mi usiąść gdziekolwiek, więc zajęłam miejsce w ostatniej ławce pod oknem. Widok stąd był przepiękny, więc będę miała zajęcie na nudnych lekcjach. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do sali wpadł ciemnowłosy chłopak. Wyglądał inaczej. Miał czarną bluzę z kapturem nałożonym na głowę, ciemne spodnie i białe nike air force. Spodobał mi się, ale szybko zmieniłam zdanie, gdy tylko podszedł do mojej ławki.
- Rusz swój tłusty tyłek, zajęłaś moje miejsce- krzyknął ze złością mrużąc oczy. Cała klasa natychmiast przeniosła swój wzrok na mnie, przez co oblałam się rumieńcem, ale na pewno nie pozwolę sobą pomiatać.
- Mam gdzieś czyje to miejsce, może być nawet samego prezydenta, a ja się nie przesiądę. Kto pierwszy ten lepszy. Przykro mi.- powiedziałam, po czym nonszalancko wlepiłam wzrok w okno. W sali zapadła cisza. Po jakimś czasie chłopak usiadł na krześle obok z zszokowanym wyrazem twarzy. Wnioskując po jego mimice pierwszy raz ktoś się mu sprzeciwił. Z uczuciem satysfakcji dotrwałam do końca lekcji. Wraz z dzwonkiem zerwałam się z miejsca i ruszyłam w stronę drzwi. Nagle poczułam jak ktoś ciągnie mnie za rękę. Odwróciłam się i ujrzałam Alexa.
- Wszystko w porządku R? Justin nieźle na ciebie naskoczył. Ale nie przejmuj się, jest zwykłym gburem. A tak poza tym to nieźle mu dogadałaś.-powiedział z szelmowskim uśmiechem.
- Nic się nie stało, po prostu byłam trochę zaskoczona i nie myślałam racjonalnie, ale cieszę się, że to zrobiłam.- oznajmiłam lekko chichocząc. Udaliśmy się na stołówkę, ponieważ nastąpiła pora lunchu. Pomieszczenie robiło wrażenie. Ściany były beżowe z kawowymi paskami, stoliki wyglądały jak w eleganckiej restauracji, a przy drzwiach stał gigantyczny szwedzki stół. Byłam zachwycona, szczególnie, że dzisiaj daniem głównym było spaghetti. Nałożyłam na talerz długi makaron, polałam sosem i nasypałam na to dużą ilość sera. Ostrożnie wycofałam się do tyłu, lecz mimo to wpadłam na kogoś. Jak się okazało trafiłam na złą osobę- Amandę. Strasznie się wściekła, a zawartość jej talerza wylądowała na moich włosach i ubraniu. Na minutę stołówka zamarła, zaczęły się pojedyncze śmiechy, a po chwili cała szkoła się ze mnie śmiała. Z moich oczu mimowolnie zaczęły wypływać łzy. To była najbardziej upokarzająca rzecz w całym moim życiu. I to na dodatek w nowej szkole! Po prostu świetnie. Wybiegłam z pomieszczenia i zaczęłam szukać łazienki. Na szczęście korytarze były puste. Zobaczyłam znaczek WC na drzwiach i ogromnie się ucieszyłam. Otworzyłam drzwi i ostrożnie weszłam do środka. Poczułam się jakbym była w bajce. Wszystko w łazience było śnieżnobiałe, lustra na ścianach w złotych ramach wyglądały po królewsku i wszystko było takie sterylne.
-Brakuje tu tylko jakiejś osoby do podawania ręczników- mruknęłam do siebie, po czym zachichotałam lekko na tą myśl.
-Prawda? Też uważam, że to straszna niedogodność- po moim ciele przeszły ciarki, gdy usłyszałam aksamitny głos dziewczyny. Po chwili zobaczyłam niewysoką jasnowłosą osóbkę o dużych niebieskich oczach. Była chyba jedyną osobą w tej szkole bez masy makijażu na twarzy i w naturalnym odcieniu włosów. To była miła odmiana.
-Oczywiście to był żart, uważam, że  to byłaby lekka przesada. A tak w ogóle to jestem Jessie- powiedziała szybko wyciągając rękę w moim kierunku.
-Rosalie. Miło cię poznać, szczególnie po tej katastrofie na stołówce- podałam jej rękę z delikatnym uśmiechem.
-Oh. To ty jesteś tą nową, która podrywa chłopaka Amandy?- zapytała z błyskiem w oku. Uznałam to za żart, więc w odpowiedzi zaśmiałam się lekko.
-A właściwie to masz zamiar tak chodzić do końca dnia z sosem na głowie?
-Nie, ale nie wzięłam żadnych rzeczy na przebranie, bo to była dość nieprzewidywalna sytuacja- odpowiedziałam. Jessie oznajmiła, że zaraz wróci i wyszła z pomieszczenia. Zastanawiałam się po co poszła, ale to nie miało w tym momencie znaczenia, bo właśnie podeszłam do lustra i zobaczyłam swoje odbicie. Z moich włosów ściekała pomarańczowa ciecz, plamiąc moją ukochaną bluzkę. Idealnie namalowane kreski przed wyjściem z domu teraz sprawiały, że uzyskałam oblicze zbliżone do szopa pracza. Po prostu katastrofa. Moje rozmyślania przerwał tupot stóp w pomieszczeniu. Odwróciłam się do Jessie i spostrzegłam dużą torbę na jej ramieniu.
-Moje rzeczy pewnie nie bardzo się tobie spodobają, ale dzisiaj jakoś przeżyjesz- powiedziała z szerokim uśmiechem, wyciągając jednocześnie z torby delikatną białą sukienkę na grubych ramiączkach oraz marynarkę w kolorze pudrowego różu. Wzięła ze sobą także truskawkowy szampon i odżywkę o tym samym zapachu. Po umyciu moich włosów, poszłam się przebrać. Sukienka była krótka, sięgała mi ledwie do połowy uda. Nałożyłam na nogi wysokie białe koturny od Jessie i wyszłam z toalety. Spojrzałam w lustro i uśmiechnęłam się. Moje włosy układały się w delikatne kaskady fal na plecach, a po zmyciu makijażu i pomalowaniu rzęs moje czarne oczy były bardzo wyraziste. Spojrzałam na koleżankę, a ona stała z otwartymi ustami. Ten widok rozśmieszył mnie tak bardzo, że prawie położyłam się na podłodze.
-Przestań się wreszcie śmiać! Po prostu wyglądasz niesamowicie- powiedziała, udając obrażoną. Jeszcze raz uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam z łazienki..

~R.